Pan Tusk nie będzie prezydentem.
Moja kawa nie jest kawą.
Dwie równie zaskakujące rzeczy. Jedna dla ogółu, druga dla szczegółu.
O Panu Tusku nie będę się dużo wypowiadać. Sądzę, że to bardzo sprytny i mądry człowiek, i podjął dobrą decyzję. Rządzenie w Rzeczpospolitej (której? III, IV, czy może już V?) Polskiej nie jest, według mnie oczywiście, zbyt chwalebną sprawą. Ileż to jadu wypluliśmy na Pana Kaczyńskiego i ile jeszcze wyplujemy…?
Panu Tuskowi gratuluję i życzę sukcesów. Dodam, że nie utożsamiam się z żadną partią polityczną. Jest to obiektywna ocena
Teraz skupię się na mojej kawie. Otóż, mam bardzo precyzyjny sposób jej przygotowania. Ilość wody jest 3 razy mniejsza w stosunku do ilości mleka. Cukier? Żadko, jeśli już to płaską kostkę brązowego, rozcieńczaną w gorącej już wodzie, tak aby rozpłynęła się całym napoju. Kawa? Płaska łyżeczka, dosłownie płaska, jeśli jest jej za dużo- kawa traci smak. Tak jak dzisiaj, sypnęło mi się troszkę za dużo. Minimalnie. I już kolor nie ten, smak nie ten, a nawet kubek (który de facto mam już od 12 lat) przestał mi się podobać. Minimalna rzecz może zepsuć efekt tak żmudnej pracy, powtarzanej każdego dnia i każdego dnia wykonywanej perfekcyjnie.
Wniosek: O zwykłej kawie można się więcej wypowiedzieć niż o polityce.
Jutro poproszę o nowe wydanie Newsweek.