Jestem dosc zniesmaczona ( w wolnym tłumaczeniu niedosłownym disappointed, utworzone w 1 klasie lo na jezyku ang. nijak sie ma do rozczarowania ), całokształtem mojej szkolnej nauki języka francuskiego.
Nie ja to sobie wybralam, wiec narzekac moge, o.
Język jak język, ani prosty ani trudny. Jednak osoba uczaca go, tak perfidnie działa mi na nerwy, ze czasami (mimo mojej melancholijnosci i nieruchomosci) mam ochote wstac, pieprznadz drzwiami i isc na oranzade.
Nie jestem złą osoba, nie przeszkadzam na tych lekcjach. Czasami cos zrozumiem z tej paplaniny a czasami nie.
Wiem, ze mojej klasie na tym jezyku nie zalezy, no ale ludzie… w pazdzierniku pojdziemy na studia (przynajmniej czesc) i tam wybierzemy znow dodatkowy jezyk. I co teraz? po 3 latach niemieckiego, nie pamietam wiekszosci rzeczy, chociaz czasami cos tam nabazgrze, po 3 latach francuskiego to ja juz nie umiem odroznic futur od passe. Kolejny raz wybiore jezyk, ktory tez pewnie bedzie uczony olewajaco i kolejny raz bede sie meczyc.
Ah…
A jak przebiegala dzisiejsza lekcja??
Co 2 minuty “Cicho, bo ja naprawde nie mam czasu, musimy sie z tym wyrobic w 30 min, ja juz do tego nie bede wracac, bedziecie sie musieli sami tego uczyc i nadrabiac, mnie to nie interesuje…. ” bla, bla, bla co kilka minut.
I tak nie dowiedzialam sie jak zamienic strone bierna na czynna i odwrotnie. Wydaje mi sie, ze nie skumalo tego 99% klasy. Bo jednak jest jedna osoba, ktora te lekcje akceptuje i ktora zda mature z tego szlachetnego i romantycznego jezyka.
Żabi skrzek.
Czekam tylko, az zaczne sie uczyc hiszpanskiego i ile z tego wyniose. : )
Edukacje angielskiego w szkole zakonczylam na gimnazjum. Od tamtej pory tylko nauka domowa. Gdyby nie to, to do dzis pewnie nie umialabym odmienic czasownika be.
Języki językami, ale naucz tu kogos, kto poprawnie nie umie mowic po polsku, jezyka obcego.
Powodzenia.